ANNA BEDYŃSKA: White power

Liczba osób, które wezmą udział w tym wydarzeniu: 1
Zaloguj się, aby dołączyć do wydarzenia

Jest mnóstwo odsłon piękna. Z okładek i stron magazynów spoglądają na nas twarze osób poddawanych idealizacji poprzez wielogodzinne zabiegi upiększania i obróbkę komputerową. Właściwie nie wiadomo, czym jest to, na co w efekcie końcowym spoglądamy. Ja chciałabym pokazać prawdziwe, szczere piękno! Piękno, które nie zawsze wszyscy potrafią dostrzec. A przede wszystkim chciałabym pokazać je osobom, które nie wierzą w siebie, we własną urodę. Na co dzień żyją na marginesie, w cieniu, również dosłownie... Przystępując do projektu zamierzałam wyciągnąć ich z „ukrycia”, postawić właśnie "w świetle jupiterów", których na co dzień tak unikają. Albinizm jest wywołany przez gen recesywny przekazany jednostce przez oboje rodziców. Nosicielami tego genu mogą być osoby nie będące albinosami. Na świecie średnio jedna osoba na 20.000 cierpi na pewien rodzaj albinizmu, ale nosicielem tego genu może być nawet co siedemdziesiąty człowiek. W wyniku braku pigmentu ich ciało, włosy i oczy pozbawione są koloru, co sprawia, że albinosi są bardzo wrażliwi na działanie promieni słonecznych, szybko reagują stanami zapalnymi skóry, ponadto albinizm wiąże się z poważnymi problemami ze wzrokiem połączonymi z oczopląsem, światłowstrętem i astygmatyzmem. W niektórych wierzeniach, afrykańskich albinosów uważa się za wcielenia duchów zmarłych, istnieje też przesąd, że części ich ciała mają magiczną moc, która może przynieść szczęście posiadaczowi amuletów czy eliksirów sporządzonych z części ich ciała. Stało się to powodem prześladowań tych osób (z morderstwami włącznie) na obszarze od Tanzanii przez Zambię, Kongo, Kamerun po Nigerię. W Polsce albinosi nie są stowarzyszeni w żaden sposób. Nie istnieje jakakolwiek fundacja wspierająca rodziców, którym rodzi się dziecko albinotyczne, stąd nie ma możliwości pozyskania wsparcia czy pomocy od profesjonalistów. Nikt nie wie nawet ilu albinosów jest w Polsce. Nic dziwnego, że dotarcie do nich przypomina szukanie igły w stogu siana.



Domeną Anny BEDYŃSKIEJ są reportaże społeczne często odwołujące się do tematów tabu. Jest autorką cykli: ”Rodzić po ludzku”, „Umierać po ludzku”, czy „Dzieciaki do dom”. „Trudne” tematy to jej specjalność. W centrum jej zainteresowań jest zawsze człowiek. Od kilku lat szczególną uwagę poświęca sytuacji kobiety we współczesnym świecie, stąd projekty: „Z dzieckiem pod biurkiem” – o kobietach powracających do pracy po urlopie macierzyńskim, „Tata w akcji” – o ojcach, którzy zostają w domu z dziećmi, podczas gdy ich żony pną się po szczeblach kariery, „Matkopolko” – o kobietach mierzących się z ideałem Matki Polki. „Ubrania do trumny” to projekt, do którego wciąż poszukuje bohaterów - ludzi, którzy zgodnie z tradycją za życia przygotowują sobie ubrania do trumny. Aparat towarzyszył jej w Kosowie, Sudanie, Kazachstanie i na Białorusi, ale zawsze powtarza, że „ważne tematy można realizować na własnym podwórku”. Autorka ma na koncie wiele prestiżowych nagród, –m.in. World Press Photo 2013 (za zdjęcie „Zuzia” z cyklu White Power w kategorii portret inscenizowany), główną nagrodę Grand Press Photo 2005, nagrodę National Geographic czy nagrodę specjalną „Warto być razem” w konkursie BZ WBK Foto. Dwukrotna stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz laureatka Dorocznej Nagrody Ministra Kultury. Obecnie mieszka i tworzy w Moskwie.